Przejdź do głównej zawartości

"Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania" J. Koczyna, O. Bergholc, L. Ginzburg - recenzja

                       
 Chleb! Nie mówimy o nim prawie wcale, ale myślimy o nim stale. Chleb! Świeży, pachnący, z chrupiąca skórką. Myśl o nim doprowadza do obłędu. 

 

Trzy kobiety. Trzy historie. Jedno miasto. Niegdyś Piotrogród, wówczas Leningrad. Miasto rewolucji,  "miasto Lenina". Blokada Leningradu trwająca od września 1941 r. do stycznia 1944 r. to najdłuższe oblężenie w nowożytnej historii świata. Myśląc o tym wydarzeniu, oczami wyobraźni widzimy głodujących ludzi, surową wschodnią zimę 1942 r.  Blisko milion mieszkańców nie przeżyło. Książka Oblężone przybliża czytelnikom tę dramatyczną sytuację, którą śledzimy oczami trzech autorek: Jeleny Koczyny, Olgi Bergholc i Lidii Ginzburg. Pierwsza i druga historia mają formę dziennika, trzecia - bardziej literacką formę.

Relacja Jeleny zatytułowana Dziennik czasu blokady obejmuje okres od 16 czerwca 1941 r. do 16 kwietnia 1942 r. Opowieść kobiety to niemal codzienne zapiski na skrawkach gazet, etykiet. Wraz z nią, jej mężem Dimą i malutką córką Leną śledzimy stopniowo pogarszającą się sytuację w mieście. Jelena opisuje życie przeciętnego mieszkańca Leningradu. Zwykłego człowieka, który znalazł się w niezwykłej sytuacji. Obserwujemy codzienne życie w mieście, narastające problemy. Zmniejszające się racje żywnościowe, w obliczu nadchodzącej zimy problemy z ogrzewaniem, wreszcie ludzi umierających na ulicach. Autorce i jej rodzinie, podobnie jak wielu innym mieszkańcom, towarzyszy ciągły strach i niepewność czy przeżyją kolejny dzień. 

Zapiski Jeleny są niesamowicie realistyczne, pełne emocji. Co ważne też, przynajmniej dla mnie, bo sięgając po tę książkę tego nieco się obawiałam,  ta opowieść i przemyślenia Jeleny nie są w żaden sposób podszyte ideologią. Czysta relacja z oblężonego miasta. Zapiski z dziennika niezwykle oddziałują na wyobraźnię. Dynamizm opisów sprawia wrażenie, jakbyśmy oglądali relację na żywo. Niekiedy mamy opisy nieco bardziej rozbudowane, innym razem wystarczy niewiele słów by przekazać naprawdę wiele: 

2 grudnia. Skończyła się kasza dla Leny.

27 grudnia. Zmarłych już się nie rejestruje.

Tylko tyle i aż tyle. Jedno zdanie wystarczyło do oddania niezwykle trudniej sytuacji, w jakiej znaleźli się mieszkańcy. 

Relacja Olgi, Zakazany dziennik,  ma już widocznie inny styl niż wcześniejsza. Choć to również jest dziennik, ma on nieco bardziej literacką formę (autorka była poetką i dziennikarką). Co od razu zwraca uwagę to fakt, że w swojej opowieści Olga poświęca sporo miejsca rozważaniom romansowym. Po przeczytaniu pierwszej relacji to dość kontrastuje. Olga nieco opisze życie w Leningradzie, wspomni o swoim mężu Koli, czyli Nikołaju, i nagle pojawia się słowo-klucz. A w zasadzie imię-klucz: Jurka czyli Jurij. I już się zaczynają ochy i achy. Halo? A co się dzieje w oblężonym mieście? Ja przecież chcę wiedzieć jak się tam żyło. Ale autorka, przewidując reakcję czytelników, pisze: 

Przyszły czytelnik moich dzienników poczuje w tym miejscu oburzenie: "Heroiczna obrona Leningradu, a ona zastanawia się i pisze o tym, czy on w końcu się przyzna, czy ją kocha, czy nie."

Cóż... ja oburzenia nie poczułam. Ale z każdym kolejnym takim rozważaniem poczułam co innego. Nudę. Po prostu nudę. Ten styl, te niemiłosiernie długie opisy wywoływały u mnie jedynie reakcję zniechęcenia. Może tak było, bo po pierwszej części oczekiwałam, że kolejne będą równie dobre? A może tak było, bo autorka tak po prostu pisze? Tak poetycko, a ja tego nie rozumiem? A może jedno i drugie? Chyba tak. 

Ale, ale nie jest aż tak źle. Relacja Olgi ma też swoje plusy. Choćby to, że autorka wielokrotnie zwracała uwagę na to jak władze ZSRR przedstawiają obywatelom to co się dzieje w Leningradzie. Wiadomo,  mieszkańcy Leningradu to bohaterowie, bronią swojego miasta, nie poddają się. A to, że umierają z głodu, zamarzają w domach i na ulicach? Cśśśśś.... o tym nie mówmy, to nie pasuje do kreowanego obrazu. Oldze, pracującej w radiu, oczywiście nie można było poruszać tego tematu. 

Dziennik Olgi był najdłuższą historią, prawie 80 stron. Po około 2/3 opowieści w końcu zaczęło się coś bardziej interesującego. Nieco więcej relacji z oblężonego miasta. Szkoda, że tak późno. Dla mnie to było za mało. I szczerze? Czasami czytając tylko czekałam aż ta część książki się skończy. Ta historia zbytnio do mnie nie przemówiła. 

Trzecia historia, Zapiski człowieka oblężonego, pisana przez Lidię wyróżnia się formą. Nie jest to dziennik, ale ogólny odtworzony obraz  typowego dnia w oblężonym Leningradzie. Aby jeszcze bardziej ukazać życie przeciętnego mieszkańca autorka tworzy postać En. Po prostu En - anonimowy, niczym nie wyróżniający się człowiek. Lidia pisała regularnie dopiero w 1942 r. a swoją opowieść uzupełniała jeszcze w 1962 i 1983 r. Zapiski to dość krótkie, nieco filozoficzne studium odczłowieczania się człowieka. Pomimo tego, że autorka nie opisuje wprost swoich przeżyć, jej tekst to dość ciekawy opis tego co się dzieje z człowiekiem znajdującym się w ekstremalnej sytuacji. Jak codziennie walczy o przetrwanie. Jak takie, zaspokojenie zwyczajnych potrzeb daje człowiekowi niezwykłą radość. Radość z tego, że wciąż żyje. To po prostu opowieść o przeciętnym człowieku, któremu przyszło żyć w takim czasie i w takich warunkach. 

Trudno jest mi ocenić tę książkę. Szkoda, że były w niej tylko trzy historie. Jeśli chodzi o tego typu publikacje jestem raczej przyzwyczajona do większej ilości takich relacji, nawet krótszych, ale więcej. Choćby tak jak jest w serii Prawdziwe historie, wydawnictwa Znak (m. in. książki Dziewczyny z powstania, Dziewczyny z Syberii, swoją drogą polecam tę serię). Książka Oblężone prezentowałaby się lepiej gdyby były w niej też ówczesne fotografie Leningradu. Co do treści, umieszczone w publikacji historie nie są na równym poziomie. Na trzecim miejscu umieszczam  Zakazany dziennik Olgi Bergholc, miejsce drugie to Zapiski człowieka oblężonego Lidii Ginzburg. Miejsce pierwsze, bezapelacyjnie, Dziennik czasu blokady Jeleny Koczyny. Wbrew podtytułowi z "trzech przejmujących świadectw przetrwania" mnie poruszyło w zasadzie tylko pierwsze. 



Kategoria: literatura faktu, wspomnienia
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 208

Komentarze

  1. Ja bym chętnie poznała te historie, coś mają w sobie, że książka mnie ciekawi. Okładka ma to coś w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam Dziennik czasu blokady, ale Leny Muchiny. Autentyczny dziennik rosyjskiej nastolatki z tamtego czasu. Z tymi historiami też bym się chętnie zapoznała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie miałam wrażenie, że skądś jeszcze kojarzę taki tytuł. Dziennika Muchiny nie czytałam, ale wygląda na bardzo ciekawą lekturę.

      Usuń
  3. Mam wrazenie, ze to bardzo przejmujaca ksiazka. To bardzo wazne, zebysmy nie zapomnieli o przeszlosci...

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że nie do końca jesteś usatysfakcjonowana. Tytuł dam pod rozwagę siostrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto przeczytać i wyrobić swoją opinię :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Szubienice w średniowieczu i wczesnej nowożytności

  Szubienice.   Wspaniała zabawa dla całej rodziny, przyjaciół i znajomych. Mniejsza dla gwiazdy wieczoru; ale ta nigdy nie narzekała po zakończonej uroczystości. Popularne, filmowe produkcje ukazują, że – często już od czasów średniowiecza i wczesnej nowożytności – skazaniec miał zakładaną pętlę, a na dany znak kat otwierał zapadnię pod stopami nieszczęśnika, który w miarę szybko udawał się na wieczny odpoczynek. Dziać miało się to poprzez nie uduszenie – a skręcenie karku. Wydawałoby się, że to „humanitarna” śmierć; przynajmniej jak na ówczesne standardy. Ilustracja: Kadr z filmu Ballada o Busterze Scruggsie Jednak prawda jest o wiele brutalniejsza; zapadnie zaczynają funkcjonować dopiero od XVIII wieku. A przed tym okresem, skazaniec spędzał długie kilkanaście minut dusząc się.  Śmierć przez powieszenie była przy tym hańbiąca; zarówno odebranie życia w ten sposób uchodziło za upokarzające, tak pozostawienie zwłok na żer dla zwierząt było niezbyt korzystną perspektywą...

Goschwitz - zaginiona średniowieczna wieś na Wzgórzach Strzelińskich. Relacja z otwarcia wystawy archeologicznej.

O Goschwitz, średniowiecznej wsi w okolicy Gromnika na Wzgórzach Strzelińskich, wiedzieli przedwojenni mieszkańcy tych terenów. Jednak na odnalezienie osada musiała czekać prawie sto lat. To co po niej pozostało można obejrzeć w piwnicach strzelińskiego ratusza. Wieś została odkryta w 2013 r., ale wieści o znalezisku ujrzały światło dzienne 4 lata później. Badania były prowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego i Politechniki Wrocławskiej z dr Marią Legut-Pintal na czele. Dokładne ustalenie położenia wsi było możliwe dzięki metodzie lotniczego skanowania laserowego.  Co wiemy o Goschwitz?  Wieś została założona pod koniec XIII w. z inicjatywy księcia Bolka I Surowego. Pierwsza wzmianka pojawia się w 1299 r., ostatnia w II poł. XIV w. Podatki płacone przez chłopów trafiały do strzelińskiego klasztoru klarysek. Goschwitz zostało opuszczone w XV w. a  teren dawnej wsi powoli stawał się lasem.  Rekonstrukcja Goschwitz  Wykopaliska na terenie dawnej wsi,...

Bal w Pałacu Zimowym 1903 r. [FOTOGALERIA W KOLORZE]

Był raz bal na sto par... Tu akurat było więcej, bo zaproszono 390 osób. Wszyscy goście zebrali się w Pałacu Zimowym w Petersburgu by uczcić 290 lat dynastii Romanowów. To wielkie wydarzenie odbywało się w połowie lutego i trwało dwa dni. Trudno sobie wyobrazić jakie sumy pochłonęła organizacja ostatniego wielkiego balu carskiej Rosji. Ale na taką okoliczność, prawie trzech wieków dynastii, wszystko musiało być zrobione z przepychem.  Pierwszego dnia goście wysłuchali opery "Borys Godunow", obejrzeli balet z udziałem słynnej Anny Pawłowej, były też oczywiście tańce. Nas jednak bardziej interesuje dzień drugi. Wtedy odbył się bal tematyczny. Wszyscy goście mieli przybyć w strojach z epoki cara Aleksego I (panował w latach 1645-1676). Mężczyzni założyli kaftany i bojarskie futrzane czapki. Kobiety miały na sobie bogato zdobione sarafany, mieniące się złotem, srebrem i kamieniami szlachetnymi. Na głowach natomiast ozdobne, sztywne czepce zwane kokosznikami.  Nawet orkiestra ubra...