Przejdź do głównej zawartości

Atak umarłych. Obrona twierdzy Osowiec 1915 r.

I wojna światowa, front wschodni. Niemcy od września 1914 r. usiłują zdobyć rosyjską twierdzę. Po dwóch nieudanych atakach decydują się na użycie najnowszej broni - gazu. Zakładany efekt? Pozbycie się wszystkich obrońców Osowca. Coś jednak poszło nie tak jak planowano... 


Tak mógł wyglądać „atak umarłych”. 
Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/589619776188613383/

 

Twierdza Osowiec położona jest na Podlasiu, około 50 km na północ od Białegostoku. Była elementem rosyjskich umocnień na granicy z Prusami Wschodnimi. Ta „kość w gardle” Niemców zmuszała ich do utrzymywania żołnierzy wysuniętych daleko na północno-wschodniej terytorium. W 1914 roku Osowiec znalazł się na linii frontu wschodniego. 

Pierwszy atak na twierdzę miał miejsce we wrześniu 1914 roku. Obrona była możliwa dzięki intensywnemu użyciu samolotów i artylerii. Druga próba, twająca prawie osiem miesięcy rozpoczęła się 30 stycznia 1915 roku. Po nieudanej próbie zajęcia rosyjskiej twierdzy Niemcy zastosowali najbardziej radykalne środki.

Do trzeciego ataku doszło 6 sierpnia 1915 roku. Obrońców było około 900 - 226. pułk piechoty, wspomagany oddziałami milicji. Przeciwko Rosjanom stanęło czternaście batalionów piechoty, ok. 30 ciężkich dział oblężniczych, a także 30 baterii artyleryjskich, wyposażonych w gazowe związki chloru i bromu. Siły niemieckie liczyły 7000 żołnierzy. Ofensywą dowodził feldmarszałek Paul von Hindenburg, przyszły prezydent Republiki Weimarskiej i III Rzeszy.

Gaz używany przez Niemców w połączeniu z wilgocią płuc, oczu czy błon śluzowych, stawał się kwasem solnym, dosłownie rozpuszczającym ciało od środka. Jedyną obroną przed nim była szczelna maska. Problem w tym, że Rosjanie takich masek nie mieli o czym doskonale wiedzieli Niemcy. Obrońcy twierdzy byli bez szans.

Dzień ataku został idealnie zgrany z warunkami atmosferycznymi. Niemcy czekali dziesięć dni, aż wiatr będzie wiał w stronę twierdzy. Nad ranem działa ucichły, rozpoczął się atak gazowy. Przy pomocy natury śmiercionośna chmura sunęła wprost do celu. Rozpylony gaz pokrywał 8 km terenu i osiągnął wysokość 15 m. Ginęło niemal wszystko, co znalazło się na jego drodze.

Siergiej Chmielkow, jeden z obrońców twierdzy, który przeżył atak gazowy, wspomina: „Każdy żywy człowiek stojący na przyczółku twierdzy został zatruty na śmierć… trawa poczerniała, wszędzie porozrzucane były płatki kwiatów… mięso, masło, smalec, warzywa zostały zatrute i uznane za nieodpowiednie do spożycia. ” 

„Twierdza nie była w ogóle przygotowana do wytrzymania ataku gazowego. Nie było planów, nie było środków do zbiorowej i indywidualnej ochrony garnizonu, a przysłane maski przeciwgazowe były mało przydatne” - napisał Chmielkow. Większość baraków, ziemianek i fortyfikacji nie posiadała sztucznej wentylacji, a nawet nie była wyposażona w żadne generatory tlenu.

Twierdza Osowiec na niemieckiej fotografii.
 Źródło: https://polska-org.pl/7643349,foto.html?idEntity=7643338


Z czterech kompanii 226. pułku piechoty, przy życiu postała jedna, około setka ludzi. Niemcy, założywszy maski przeciwgazowe przypuścili atak na twierdzę, przekonani, że nikt nie został żywy. A nawet jeśli, to umierający obrońcy nie będą stanowili większego problemu. Jednak natarcie piechoty niemieckiej - a raczej przyjemny spacer - w stronę dobrze bronionej fortecy zamieniło się w prawdziwy koszmar. 

Gdy wróg przebił się przez pierwszą linię rosyjskiej obrony, podporucznik Władimir Kotliński i jego żołnierze rozpoczęli desperacki kontratak. Nie mieli już przecież nic do stracenia. Zamiast znaleźć stosy zwłok, Niemcy natknęli się na żołnierzy wroga, wciąż żywych, choć powinni być już martwi. Rosjanie, ubrani w zakrwawione łachmany, kaszlący krwią, ostatnimi siłami przypuścili atak na zszokowanych Niemców. 

„Nie potrafię opisać złości i wściekłości, które ogarnęły naszych żołnierzy, gdy szli w stronę swoich trucicieli, Niemców. Ciężkie karabiny, karabiny maszynowe, odłamki nie potrafiły powstrzymać szaleńczego ataku”, relacjonował w 1915 r. na łamach „Życia Pskowa” niezidentyfikowany ocalały.

Sześćdziesięciu mężczyzn otworzyło ogień z twarzami owiniętymi w zakrwawione ubrania, drżąc i kaszląc, dosłownie wypluwając kawałki płuc na poplamione krwią koszule. „Chociaż zatruci gazem i wyczerpani szli przed siebie wyłącznie w celu zmiażdżenia Niemców” - wyjaśnia naoczny świadek.

Rekonstrukcja obrony twierdzy. Kadr z filmu dokumentalnego „Атака мертвецов” (ros. atak trupów). 
Źródło: youtube.com


Niemcy, będąc w stanie szoku, przerażeni widokiem „martwych” rosyjskich żołnierzy i furią ich ataku, w panice rzucili się do ucieczki (a kto by tego nie zrobił widząc „żołnierzy zombie” 😉) pozostawiając karabiny maszynowe i wpadając we własną obronę z drutu kolczastego. Przywódca „ataku umarłych” ppor. Kotlinski został ciężko ranny i zmarł tego samego wieczoru.

Mimo szaleńczej obrony twierdzy, dalsze jej utrzymanie nie miało sensu. 22 sierpnia zdecydowano o ewakuacji. Rosyjski garnizon opuścił twierdzę dość sprawnie. Twierdzę wysadzono pozbawiając ją jakichkolwiek walorów strategicznych dla nieprzyjaciela.

Komentarze

  1. Tej historii nie znałam jestem więc zszokowana determinacją walczących żołnierzy w obronie Twierdzy Osowiec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poznałam tę historię całkiem przypadkiem i wręcz mnie zafascynowała. Myślę, że to jedna z najdziwniejszych bitew w historii.

      Usuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

"O rycerzach, śmiertelnych intrygach i bajecznych majątkach", A. Ormańczyk, I. Ormańczyk

Lubicie historię? Chcecie rozwikłać tajemnice z przeszłości? A może po prostu czujecie zew przygody? W takim razie zajrzyjcie do tej książki. Blog "Nieustanne Wędrowanie" czytam już bodajże od trzech, czterech lat. Jego autorki, Aneta i Ines, od wielu lat przemierzają Dolny Śląsk, a szczególnie Ziemię Średzką w poszukiwaniu miejsc z historią. I w zdecydowanej większości nie są to miejsca, gdzie najpierw trzeba odstać w kolejce po bilet. Niezmiernie ucieszyłam się, gdy na blogu pojawiła się informacja o nadchodzącej książce.  Książka jest bardzo ładnie wydana. Przyciągająca wzrok, niemal baśniowa okładka, czytelna czcionka, a wewnątrz mnóstwo fotografii.  Treść to czternaście rozdziałów, w których autorki tropią legendy, dawne historie i lokalne podania.  Jednak takie wyprawy to nie jedynie odwiedzenie jakiegoś miejsca. To przede wszystkim żmudna praca wśród kronik, starych map, przekazów ustnych. Z każdej strony książki bije niezwykła pasja autorek i samozaparcie w poszuk...

"Staroobrzędowcy. Historia, wiara, tradycja", K. Snarski - recenzja

Chętnie poznaję ciekawostki o różnych kulturach świata. Lubię też książki o tematyce związanej z naszymi wschodnimi sąsiadami, szczególnie z Rosją. Dlatego, przeglądając czytelnicze zasoby aplikacji z e-bookami, moją uwagę przykuła publikacja o staroobrzędowcach. Pobrałam książkę... i już nieco się zdziwiłam. Dlaczego? Wcześniej nie sprawdziłam liczby stron i okazało się, że to w zasadzie książeczka. Raptem 84 strony, wraz z  fotografiami i bibliografią. No nic, zaczęłam czytać.  Wypadałoby wyjaśnić jeszcze kim są tytułowi staroobrzędowcy. Mowa tu o ortodoksyjnym wyznaniu wywodzącym się z prawosławia. Staroobrzędowcy nie uznali XVII-wiecznych reform patriarchy Nikona, wspieranych przez cara Aleksego I, stając się tym samym wrogiem cerkwi i państwa. Prześladowani uciekali z Rosji m.in. na tereny Podlasia, wtedy części Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tyle o staroobrzędowcach wiedziałam przed lekturą.  Więcej o początkach tego wyznania możemy dowiedzieć się z pierwszych pięc...

Fagan B., "Krótka historia archeologii" - recenzja

                 Książki popularnonaukowe mają w przystępny sposób przybliżyć nawet najbardziej skomplikowane zagadnienia. W takim przypadku nie obędzie się bez wielu uproszczeń, przywołaniu – zwłaszcza w dziedzinach humanistycznych i interdyscyplinarnych – zaledwie kilku teorii, podanych najczęściej w bezrefleksyjny sposób. Sięgając po „Krótką historię archeologii” Braiana M. Fagana miałam to na uwadze. Jednak zachęcona pozytywnymi opiniami i instytucjami, które zgodziły się patronować pozycji, sięgnęłam po nią – wręcz z niecierpliwością.                I powiedzieć, że to dosyć przeciętna – jak nie mniej – pozycja, to w zasadzie nic nie powiedzieć. Pierwszym zastrzeżeniem – choć lekkim, nie oceniajmy aż tak po pozorach – było to, że nie napisał jej archeolog, a antropolog. Różnica? Znacząca i to naprawdę mocno rzucało się w oczy w trakcie...