Przejdź do głównej zawartości

Węgrzy w powstaniu warszawskim. Część II - Warszawa

We wspomnieniach powstańców zachowało się wiele relacji o przekazywaniu przez oddziały węgierskie materiałów wojennych, zaopatrzenia, a nawet broni. Węgrzy informowali też o ruchach wojsk niemieckich i pomagali ludności cywilnej.


Żołnierze 4. Pułku Huzarów, okolice Warszawy, sierpień 1944 r.

KLIKNIJ TUTAJ  i przeczytaj poprzednią część artykułu 


Pertraktacje dotyczące pomocy Węgrów w powstaniu warszawskim. 

Już w sierpniu miały miejsce rozmowy między przedstawicielami AK a dowództwem węgierskim dotyczące rozpoczęcia współpracy wojskowej. Rozmowy te przebiegały wielotorowo w różnych miejscach.  Z inicjatywy Węgrów, 17 sierpnia odbyły się rozmowy z reprezentującym dowództwo oddziałów powstańczych z Lasów Chojnowskich kpt. Januszem Chyczewskim ”Pawlakiem”. Węgrów reprezentował gen. Antal Vattay. Rozmowy te miały jednak doprowadzić do osiągnięcia porozumienia wojskowego. Celem, który chcieli osiągnąć Węgrzy było wysondowanie Polaków, a doprowadzenie do wycofania się powstańców z Lasów Chojnowskich. Podjęcie decyzji w sprawie opuszczenia lasów było jednak w gestii dowództwa w Warszawie, wobec czego postanowiono sprowadzić przedstawiciela V Obwodu Mokotów. Reprezentant obwodu ppłk Paweł Zagórowski „Góral” zaproponował Węgrom, w imieniu KG AK, dołączenie do powstańców. Węgrzy nie przyjęli tej propozycji, nie wierząc w sukces powstania. Sukcesem powstańców było otrzymanie informacji o planowanej niemieckiej akcji przeciwko oddziałom z Lasu Kabackiego. Dzięki temu siły powstańcze uderzyły na Wilanów i dotarły na Mokotów. Węgrzy, zgodnie z obietnicą, nie przeszkadzali. 

Kolejne negocjacje prowadzone były 22 sierpnia w Zalesiu pod Warszawą. Ks. prof. ppłk Jan Stępień „Szymon”, reprezentujący polskie dowództwo rozmawiał z por. Ronaiem, przedstawicielem II Korpusu gen. Lengyela. Szczególnie dyskutowaną kwestią, na której zależało Węgrom było uznanie ich za aliantów. Ppłk Stępień oświadczył, że do powstańców przyłączyła się Polska Armia Ludowa, która według jego zapewnień miała łączność z Sowietami. PAL miała wynegocjować z ZSRR przejście Węgier na stronę aliancką. 

Kolejnego dnia rozmowy były kontynuowane i brali w nich udział udziałem węgierscy generałowie: Lengyel i László Szabó. Według oświadczenia ppłk. Stępnia niemożliwe było zagwarantowanie bezpieczeństwa ze strony Armii Czerwonej, co potwierdzili informatorzy Lengyela. Sztab w Budapeszcie także nie miał nadziei na uzyskanie sowieckich gwarancji. 

Regent Miklós Horthy w rozmowie z gen.  Lengyelem powiedział: 

Nie mamy czego w Warszawie szukać. Polacy są naszymi przyjaciółmi, a Niemcy towarzyszami broni. Nie wolno nam dać się wciągnąć w ich spór.

Polecenia węgierskiego sztabu były jasne: powrót honwedów na Węgry, o czym został poinformowany Stępień. Na meldunki wysyłane węgierskim władzom wojskowym gen. Lengyel otrzymał odpowiedź: nie przyłączać się do powstania oraz jak najszybciej doprowadzić dywizje na Węgry. Kolejne kwestie odnosiły się do przyjacielskiego zakończenia rozmów i dostarczenia powstańcom leków i opatrunków. Wiadomo także, że 31 sierpnia oficerowie węgierscy spotkali się z por. Czesławem Szczubełkiem „Jaszczurem” z 5 Rejonu Obwodu Mokotów. W tym przypadku Węgrzy działali z własnej inicjatywy. Powstańcy otrzymali od nich kilka karabinów. 

Honwedzi wyruszają z Grodziska Mazowieckiego na Węgry, koniec września 1944 r.


Formy pomocy wojskowej 

W czasie powstania warszawskiego Węgrzy odmówili walki przeciwko Polakom. Powody tej decyzji były dwa. Po pierwsze Królestwo Węgier nie było w stanie wojny z Polską. Po drugie widoczny był wyraźnie przyjazny stosunek polskiej ludności oraz żołnierzy wobec honwedów. Potwierdza to m. in. relacja gen. Lengyela. 

Zgodnie z niemieckim rozkazem oddziały węgierskiego dowódcy miały przejąć na Mokotowie jeden z odcinków pierścienia wokół Warszawy. Ponadto artyleria węgierska miała wraz z Niemcami ostrzeliwać stolicę. Na prośbę Lengyela i za zgodą gen. Vormanna honwedzi nie brali czynnego udziału w tłumieniu powstania. Węgierski generał swoją decyzję, poza niepozostawaniem Węgier w stanie wojny z Polską argumentował również obawą odmowy wykonania rozkazów przez podległe mu oddziały. Działania Lengyela z pewnością budziły po stronie niemieckiej niezadowolenie, ale w czasie gdy toczyły się walki o Warszawę uporanie się z, jak się okazało, niepewnym sojusznikiem nie było po myśli Niemców. Poza tym ich zdaniem węgierskie oddziały nie miały dużej wartości bojowej. 

Węgierska pomoc przyjęła różne formy. Przykładowo zezwalali partyzantom przejście przez swoje posterunki, umożliwiając w ten sposób wsparcie walczącej Warszawy. Wolność przemieszczania się dotyczyła ruchu w obie strony. Węgrzy wskazywali partyzantom także bezpieczne trasy, takie które nie groziły spotkaniem żołnierzy niemieckich.

Tablica oznajmiająca wejście w neutralną strefę węgierską

Za najbardziej wartościową formę pomocy należy uznać dozbrajanie polskich oddziałów. Odbywało się to na zasadzie handlu wymiennego, gdzie Węgrzy w zamian za broń otrzymywali od Polaków artykuły spożywcze. Zbigniew Foltyński „Foka” wspomina, że pozyskali od Węgrów tyle broni, że nie mogli jej udźwignąć. Por. Zoltán Beke opowiada, że Węgrzy zezwolili na dostarczanie zaopatrzenia walczącej Armii Krajowej przez ich pozycje. Dostarczano nawet wodę do miasta, bo i jej brakowało. 

W kwestii walki przeciwko Polakom Beke mówi: 

Dowódca naszej dywizji powiedział Niemcom, żeby nie próbowali nas użyć do walki przeciw Polakom, bo węgierski żołnierz nigdy nie strzeli do Polaka. 

Wyjątkowa formą pomocy, wymagającą od węgierskich żołnierzy wielkiej odwagi była dezercja z macierzystego wojska i przyłączenie się do powstania. Szacuje się, że w tym czasie co najmniej stu Węgrów walczyło po polskiej stronie. 


Pomoc dla ludności cywilnej

W pamięci uczestników powstania zostało wiele przykładów węgierskiej życzliwości i sympatii. Węgierscy żołnierze nie tylko okazywali szacunek oraz pomoc walczącym. Wyjątkową opieką otaczali także miejscową ludność cywilną. 

Jednym z tych Węgrów był István Elek z 4 pułku huzarów, po wojnie mieszkający w Polsce. Jego oddział zgłosił się do AK z zamiarem walki w powstaniu, na co nie zgodziło się dowództwo AK. Węgrom wyznaczono więc inne zadanie - ochronę ludności cywilnej. Uciekinierów wywożono na wozach w kierunku Grodziska Mazowieckiego, na zachód. Do końca powstania, co rano załadowywali ludzi, łącznie około 2000 warszawiaków, 

Niemcy wszystkich legitymowali. Na nas machnęli ręką.

wspominał w jednym z wywiadów. 

W Raszynie, w szpitalu mieszczącym się w zabytkowym pałacu Węgrzy leczyli ludność polską. Przekazywali także warszawskiej ludności żywność. Jolanta Banszakiewicz wspomina że gdy Węgrzy zobaczyli u jego matki na palcu obrączkę, pokazali, żeby ją zdjęła, bo Niemcy obetną jej palec, jeżeli nie będą mogli tej obrączki zdjąć. 

Tak że Węgrzy byli, prawda, trochę inaczej nastawieni do nas

mówi. 

Obecność Węgrów w okolicach Warszawy przyniosła sporo korzyści mieszkańcom walczącej stolicy. Były to korzyści zarówno materialne, jak i w aspekcie psychologicznym. Zachowanie obcych żołnierzy, którzy przyjaźnie odnosili się do polskiej ludności w pozytywny sposób kontrastowała z postawą niemieckiego okupanta. 

Cmentarz w Raszynie, grób sierż. Józsefa Vonyika i sześciu nieznanych Węgrów

W 2017 r. przy ul. Jana Matejki w Warszawie odsłonięto pomnik z dwujęzyczną inskrypcją upamiętniający węgierskich żołnierzy. Napis w języku polskim:

"Pamięci Węgierskich Honwedów, którzy podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku przekazywali broń i amunicję żołnierzom Armii Krajowej, pielęgnowali rannych, pomagali polskim braciom. Z dumą wspominamy tych węgierskich bohaterów, którzy poświęcili swoje życie walcząc po stronie polskich powstańców."





Źródła do części pierwszej i drugiej

1. Dokumenty archiwalne
List kpt. „Szymona” do mjr „Okonia” z 18.08.1944 r., Archiwum Państwowe w Warszawie, sygn. 1724/2
Meldunek z rozpoznania szosy Modlin – Warszawa, 9 VIII 1944, APW, sygn. 1724/2.
Meldunek sytuacyjny z dnia 11 VIII, APW, sygn. 1724/2.

2. Literatura
Golińska – Engelmayer K., Węgrzy w Podkowie Leśnej, „Podkowiański Magazyn Kulturalny” 2006, nr 51.
Krzyczkowski J. „Szymon”, Konspiracja i powstanie w Kampinosie.
Nowak S, Nie strzelali do Polaków w: „Pamięć.pl. Biuletyn IPN” 2012, nr 4–5.
Nowak S., Puszcza Kampinoska – Jaktorów 1944.
Pilch A., Partyzanci trzech puszcz.
Zima M., Węgrzy wobec Powstania Warszawskiego.

3. Wywiady w Archiwum Historii Mówionej (materiały Muzeum Powstania Warszawskiego)
Jolanta Banaszkiewicz w rozmowie z Katarzyną Pruszyńską 03.08.2012.
Stefan (István) Elek w rozmowie z Marią Zimą 12.09.2014.
Zbigniew Foltyński „Foka” w rozmowie z B. Kozakiewicz 14.10.2008.
Mieczysław Michalski w rozmowie z Ulą Herbich 18.03.2010.
Józef  Załucki w rozmowie z Pauliną Grubek 23.01.2013.

Komentarze

  1. Nie wiedziałam o tym, więc są to dla mnie ciekawe i nowe informacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten temat tak naprawdę szerzej pojawiał się dopiero kilka lat temu, więc wcale się nie dziwię.

      Usuń
  2. To dla mnie nowości, więc super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, cieszę się, że temat cię zaciekawił :)

      Usuń
  3. Paulina Kwiatkowska19 sie 2022, 12:13:00

    Dobrze jest dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Każdy dzień jest dobry, żeby dowiedzieć się czegoś nowego :)

      Usuń
  4. Przyznam, że te czasy to dla mnie bolesna część historii....Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję ci za ten wpis, sporo ciekawych rzeczy się tu dowiedziałam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

"O rycerzach, śmiertelnych intrygach i bajecznych majątkach", A. Ormańczyk, I. Ormańczyk

Lubicie historię? Chcecie rozwikłać tajemnice z przeszłości? A może po prostu czujecie zew przygody? W takim razie zajrzyjcie do tej książki. Blog "Nieustanne Wędrowanie" czytam już bodajże od trzech, czterech lat. Jego autorki, Aneta i Ines, od wielu lat przemierzają Dolny Śląsk, a szczególnie Ziemię Średzką w poszukiwaniu miejsc z historią. I w zdecydowanej większości nie są to miejsca, gdzie najpierw trzeba odstać w kolejce po bilet. Niezmiernie ucieszyłam się, gdy na blogu pojawiła się informacja o nadchodzącej książce.  Książka jest bardzo ładnie wydana. Przyciągająca wzrok, niemal baśniowa okładka, czytelna czcionka, a wewnątrz mnóstwo fotografii.  Treść to czternaście rozdziałów, w których autorki tropią legendy, dawne historie i lokalne podania.  Jednak takie wyprawy to nie jedynie odwiedzenie jakiegoś miejsca. To przede wszystkim żmudna praca wśród kronik, starych map, przekazów ustnych. Z każdej strony książki bije niezwykła pasja autorek i samozaparcie w poszuk...

"Staroobrzędowcy. Historia, wiara, tradycja", K. Snarski - recenzja

Chętnie poznaję ciekawostki o różnych kulturach świata. Lubię też książki o tematyce związanej z naszymi wschodnimi sąsiadami, szczególnie z Rosją. Dlatego, przeglądając czytelnicze zasoby aplikacji z e-bookami, moją uwagę przykuła publikacja o staroobrzędowcach. Pobrałam książkę... i już nieco się zdziwiłam. Dlaczego? Wcześniej nie sprawdziłam liczby stron i okazało się, że to w zasadzie książeczka. Raptem 84 strony, wraz z  fotografiami i bibliografią. No nic, zaczęłam czytać.  Wypadałoby wyjaśnić jeszcze kim są tytułowi staroobrzędowcy. Mowa tu o ortodoksyjnym wyznaniu wywodzącym się z prawosławia. Staroobrzędowcy nie uznali XVII-wiecznych reform patriarchy Nikona, wspieranych przez cara Aleksego I, stając się tym samym wrogiem cerkwi i państwa. Prześladowani uciekali z Rosji m.in. na tereny Podlasia, wtedy części Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tyle o staroobrzędowcach wiedziałam przed lekturą.  Więcej o początkach tego wyznania możemy dowiedzieć się z pierwszych pięc...

Fagan B., "Krótka historia archeologii" - recenzja

                 Książki popularnonaukowe mają w przystępny sposób przybliżyć nawet najbardziej skomplikowane zagadnienia. W takim przypadku nie obędzie się bez wielu uproszczeń, przywołaniu – zwłaszcza w dziedzinach humanistycznych i interdyscyplinarnych – zaledwie kilku teorii, podanych najczęściej w bezrefleksyjny sposób. Sięgając po „Krótką historię archeologii” Braiana M. Fagana miałam to na uwadze. Jednak zachęcona pozytywnymi opiniami i instytucjami, które zgodziły się patronować pozycji, sięgnęłam po nią – wręcz z niecierpliwością.                I powiedzieć, że to dosyć przeciętna – jak nie mniej – pozycja, to w zasadzie nic nie powiedzieć. Pierwszym zastrzeżeniem – choć lekkim, nie oceniajmy aż tak po pozorach – było to, że nie napisał jej archeolog, a antropolog. Różnica? Znacząca i to naprawdę mocno rzucało się w oczy w trakcie...